poniedziałek, 25 czerwca 2012

Dwie wilczyce

Noc była zimna, padał ulewny deszcz. Trudno było cokolwiek w nim widzieć. Breen patrzyła trochę w dal, ale zaraz się wycofała.
-Widziałam wilki- powiedziała
-Wilki? -powtórzyłem
Przytaknęła. Wyszedłem na tą ulewę, i zobaczyłem skulone w krzakach wilczyce. Jedna z wilczyc warknęła. Po czym wilki piorun uderzył w drzewo. Przestraszone zwiały w jaskinię alf.
Poszedłem za nimi.
-Zgubiłyśmy się, nie wiemy gdzie jesteśmy! -powiedziała wilczyca- a propo Jestem Lottia a to Animal.
-Chcecie coś zjeść? -zapytała Breen
-Chętnie... -odpowiedziała wilczyca.
Breen przyniosła im kawałek mięsa. Zjadły ze smakiem
Możemy zostać? -zapytały hurkiem
-Czemu nie:)
I tak właśnie dołączyły dwie wilczyce..

sobota, 23 czerwca 2012

Moja ukochana cz.3

Spaliśmy bardzo długo. Obudziłem się. Zobaczyłem że Melodia taszczy coś. To był jeleń. Położyła go i krzyknęła "Sniadanie wychodzić!"
Bren jeszcze spała, więc powoli wyszedłem z jaskini. Zjedliśmy po kawałku więcej się nikomu nie chciało. Przyniosłem jedzenie Bren. Wstała już.
-To dla ciebie -powiedziałem
-Dzięki.- odpowiedziała
-Nie ma za co.
-Shadow.. -powiedziała z usmiechem
-Co?
-Jestem w ciąży! -powiedziała
-Ze mną?! -zapytałem ze zdziwniem
-Tak.
-Ale to pierwsza noc, z kąt to wyczułaś?
Ty diablico! -uśmiechnąłem się i podszedłem do niej
-Wiesz, uczyli nas w akademiku.
Zaczęliśmy się przytulać i "miziać" jak by się to teraz powiedziało.
Dzięń był raczej normalny. Poszliśmy nad rzekę, porozmawialiśmy trochę a potem poszliśmy coś upolować. Dzięn był zwyczajnie normalnie nudny...

Moja ukochan cz.2

Poszliśmy do watahy. Przedstawiłem Bren całej watasze, przyjeli ją z uśmiechem. Rido na coś zapolował. Zjedliśmy spokojnie. Cała wataha zajmowała się sobą, a ja z Bren poszliśmy do lasu.
-Wiesz co.. -powiedziałem troche zawstydzony
-Nie. -odpowiedziała
- Kocham cię... -powiedziałem
Pocałowaliśmy się! To było cudowne. Powiedziała że też.. też mnie kocha... Pocałowaliśmy się i wrócilismy do watahy...
-I co? Powiedziałes coś nowej? -zapytał Rido z uśmiechem
-Tak powiedziałem.
-Wreszcie masz dziewczynę!
-Dobra nie drzyj się tak! -powiedziałem
Poszedłem do jaskini. Zobaczyłem że Bren siedzi na skalę.
-A moja ukochana nie idzie? -zapytałem
-Jasne że idzie! -powiedziała
Weszliśmy do jaskini.....

moja ukochana... cz.1

Nie wiem co sie stało tamtej nocy. Już zapomniałem o wilczycy, oraz o tym co mi mówiła. Lecz nadal w głowię miałem jej wygląd, jej przerażone oczy z których ociekała krew. Już myslałem że zacznę normalne życie, a tu co!? Znowu niespodzianka. Poszedłem na polowanie. Coś mi to nie szło. W ciągu godziny wdepnąłem w dwa szkła, a złapałem tylko małego jelonka. Na Ridzie spoczywała teraz wataha. Zjadłem jelenia i poszedłem w głąb, miałem nadzieję na bardziej  udane polowanie. Zacząłem rozglądać się po lesie i zobaczyłem... To ona! To była ona! To ta wilczyca!
-Stój! -krzyknąłem ale ona uciekała
-Stój! Tam jedzie.. -niedokończyłem..
Wilczyca wpadła pod wielką ciężarówkę.  Kierowca nawed się nie zatrzymał, wręcz przeciwnie. Z piskiem odjechał. Podbiegłem do wilczycy. Leżała cała we krwi ze złamaną łapą. Przypomniałem sobię coś z akedemika magi.. Zaklęcie odwrotu. Położyłem łapę na ranie i od razu się zagoiła.

-Cześć, jestem Bren. Ta wilczyca która zaczepiła cię w tym chorym lesie. Powiedziała wilczyca
-Dla czego chorym? -zapytałem ze zdziwieniem
-Wiesz, to zaczęło się 10 lat temu -opowiadała - Gdy moja matka jeszcze żyła, ten las był bardziej urodzajny niż by się zdawało. Było dużo do jedzenia, a drzewa miały liście i były zielone, mgła nie zasłaniała wszystkiego. Po ataku watahy Słońca to się mieniło. Urodziłam się w najgorszym czasie. W czasie, gdy wszędzie porozstawiane było obozy wroga. Zostałam strażniczką wejścia Delterane. Mówiąc prościej głównego wejścia równiny Delty na tym terenie. Jako mały wilk gucio mogłam zrobić, ale wtedy przydawała się każda pomoc. Nawet ta najmniejsza. Jakoś udawało mi się razem z Inferno bronić wejścia.  Wataha wykoczowała całe tereny, a nam został teren który do niczego się nie nadawał. Niby watahy Słońca juz tam nie ma, ale są ich obozy (już całkiem zardzewiałe i poniszczone), ale są tam ich duchy... Chodzą
- Co się z nimi stalo? -przecież oni sami uciekli
-Tia.. Konik na biegunach! Spalili się we własnym wstydzie że nas nie pokonali. Za karę moja matka kazała ich spalić na stosie, dla tego nie można tam mieszkać... Bo są tam duchy...

wtorek, 19 czerwca 2012

Dziwny Las...

Po mojej tajemniczej śmierci odżyłem w dziwnym lesie... O tym że umarłem wiedział tylko Rido. Wiedziałem że wygadywałem przy tym prawdziwe głupoty. Obudziłem się w dziwnym, strasznie dziwnym lasku... Kurde.. Gdzie wataha? Chciałem wyć, ale jak bym nie mógł nic powiedzieć... Bolała mnie glowa. Gdy nagle coś złapało mnie za głowę i odwróciło mnie. Była to wilczyca. Cała pokrwawiona... Płakała...
- Pomóż mi! Wiem że masz serce! -powiedziała i rozpłynęła się...
-Ku***a mać! Co się w tym lesie dzieje? -krzyknąłem
Wyszedłem jakoś z tego ale długo myślałem o wilczycy którą spodkałem...
Cały dzień byłem prawie nie obecny

piątek, 15 czerwca 2012

Melodia i tajemnicza Snow..

Szliśmy razem z Ridem na polowanie. Gadaliśmy przy tym przeokropnie, śmiejąc się przy tym bardzo głosno. Nagle uwagę Rida przykuło coś w krzakach. Podszedł bliżej gdy naglę na jego szyję rzuciła się czarna samica ze skrzydłami. Zaczeła warczeć ale po chwili zorientowała się że coś jest nie tak. Zeszła i przeprosiła.
-Sorry bardzo, myślałam że to mój dawny chłopak.. -powiedziała lekko zawstydzona.
-Ty jesteś samotniczką? -zapytałem czekając tylko na jedną odpowiedź. TAK! Była cudowno piękna.!
-Nie mam ani watahy, ani partnera ani młodych. -odpowiedziała
-Tak! -szepnąłem sobię w duszy
-Wy macie jakąś watahę?
-Tak mamy, Bloody Wolves
-Krwawe Wilki? - krzyknęła z radością -To w końcu coś normalnego a nie wataha miłości czy coś innego. Chętnie dołącze! Jestem sprawną łowczynią!
-Dobrze, będziesz łowczynią
Szliśmy tak trochę gdy naglę na drogę wyszła nam biała wilczyca. Odrzekła że dołącza do watahy i się nie odzywała. To było dziwne.. Była biała, miała takie tajemnicze oczy...
Poszlismy na górę Śmierci. Po czym Melodia przyniosła Sarnę. Zjedlismy ją i każdy zajął się sobą

środa, 13 czerwca 2012

Rido

Szedłem kulejąc na jedną łapę przez polanę. Byłem głodny. Nie miałem siły iść i na dodatek bolała mnie głowa. Nagle usłyszałem że coś za mną idzie. Odwróciłem się i zobaczyłem wilka szczerzącego zęby. Nie chciałem z nim walczyć, przegrał bym a on by mnie zabił. Nie byłem w dobrym stanie...
-Ej nie chce walczyć, dobrze? -powiedziałem
-Tchórz? Tchórz! Jesteś cykorem! Boisz się mnie!
-Nie boję się ciebie ale nie jestem w stanie walczyć.
Uderzył mnie łapą. Wkurzyłem się i zdzieliłem go po głowię tak że upadł. Warknął na mnie ale się poddał.
-Kim ty jesteś? -zapytał
-Jestem Shadow, a ty? -odpowiedziałem
Przedstawił się jaki Rido Władca Krwi, ale dla mnie był to zwykły Rido. Zapytał się czy mam watahę, powiedziałem że mam "Bloody Wolves".
-To coś dla mnie! -krzyknął.
Poszliśmy razem na skałę śmierci ciągle o czymś gadając. Tam zasneliśmy...