<Muzyka>
Był chłodny dzień. Zbierało sie na burze. Leżałem na skarpie patrząc na chmurę przesłaniającą cały las w oddali. Gdy usłyszałem za sobą szyderczy śmiech.
-Witaj! -Powiedział złowrogo wilk
-Kim jesteś?!- warknąłem unosząc się na swoich szczupłych łapach
-Eeee... Przeceniłam się! Myślałam że jesteś niższy ode mnie .
Popatrzyłem na nią z zaciekawieniem. Ona wyszczerzyła zęby i zbliżyła się do mnie ze szyderczym uśmiechem. Była bardzo blisko. Co ja miałem zrobić? Byłam w pułapce. 30 metrów w dół. A poniżej kanion. Rzuciła się na mnie. Razem spadaliśmy walcząc zaciekle. Obijaliśmy się o skały aż w końcu dosięgnęła mojego gardła i ugryzła mnie. Krew polała się a ja starałem się zatamować krew z gardła.
------ ----- ----
Wilczyca zaczęła się śmiać aż wkońcu uderzyła się o skałe wystającą ze ściany klifu głową. Próbowałem wziąść oddech ale nie mogłem nic zrobić. Ona leciała bezwładnie... Ja próbowałem coś zrobić. Lecieliśmy tak długo i już byliśmy obok skał. Modliłem się tylko bym trafił w lukę pomiędzy ostrymi skałami, a z nią niech się dzieje co chce.
----- ---- -----
Usłyszałem ten skrzeczący dźwięk.
To był Gryf.
Zwierze stało na klifie i szybko zleciało w moją stronę. Złapał nas za ogony i wstawił na swój grzbiet. Poleciał na górę.odstawił nas i poleciał. Wstałem ale musiałem iść na 3 łapach... Ból był okrpony.
-Przepraszam- powiedziałą wilczyca. Mam takie napady. Moge przyłączyć się do watahy?
-Jasne że tak *uśmiech*
Poszliśmy do watahy.
Powiedziałą nieco o sobie.
I tak dołączyła Denejra
Był chłodny dzień. Zbierało sie na burze. Leżałem na skarpie patrząc na chmurę przesłaniającą cały las w oddali. Gdy usłyszałem za sobą szyderczy śmiech.
-Witaj! -Powiedział złowrogo wilk
-Kim jesteś?!- warknąłem unosząc się na swoich szczupłych łapach
-Eeee... Przeceniłam się! Myślałam że jesteś niższy ode mnie .
Popatrzyłem na nią z zaciekawieniem. Ona wyszczerzyła zęby i zbliżyła się do mnie ze szyderczym uśmiechem. Była bardzo blisko. Co ja miałem zrobić? Byłam w pułapce. 30 metrów w dół. A poniżej kanion. Rzuciła się na mnie. Razem spadaliśmy walcząc zaciekle. Obijaliśmy się o skały aż w końcu dosięgnęła mojego gardła i ugryzła mnie. Krew polała się a ja starałem się zatamować krew z gardła.
------ ----- ----
Wilczyca zaczęła się śmiać aż wkońcu uderzyła się o skałe wystającą ze ściany klifu głową. Próbowałem wziąść oddech ale nie mogłem nic zrobić. Ona leciała bezwładnie... Ja próbowałem coś zrobić. Lecieliśmy tak długo i już byliśmy obok skał. Modliłem się tylko bym trafił w lukę pomiędzy ostrymi skałami, a z nią niech się dzieje co chce.
----- ---- -----
Usłyszałem ten skrzeczący dźwięk.
To był Gryf.
Zwierze stało na klifie i szybko zleciało w moją stronę. Złapał nas za ogony i wstawił na swój grzbiet. Poleciał na górę.odstawił nas i poleciał. Wstałem ale musiałem iść na 3 łapach... Ból był okrpony.
-Przepraszam- powiedziałą wilczyca. Mam takie napady. Moge przyłączyć się do watahy?
-Jasne że tak *uśmiech*
Poszliśmy do watahy.
Powiedziałą nieco o sobie.
I tak dołączyła Denejra
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz